Metamorfoza ze Studiem Figura

Kolekcjonerka 2017-10-28
Udostępnij:

 

Podobnież wszystko zaczyna się w głowie. Wystarczy marzyć, zacząć planować, być cierpliwym i zdyscyplinowanym. Skoro to takie łatwe, to, czemu tyle czasu zwlekałam z walką o samą siebie. Walką o lepszą sylwetkę. Opowiedz jest prosta: bo jak każda „typowa” kobieta, często zostawiam siebie na koniec, tym bardziej, jeżeli wymaga to dodatkowego wysiłku. Moja historia jest prosta i tak bardzo podobna do historii innych młodych mam.

 

Odkąd pamiętam zawsze byłam chudziną i nigdy nie miałam problemów z wagą. Małe kłopoty zaczęły się tuż przed 30-stką, gdy zachorowałam na niedoczynność tarczycy i zaczęłam brać leki sterydowe na alergię. Nagle zaczęłam się czuć opuchnięta a mój metabolizm jakby stanął. Przybyło mi parę kilo i zamiast stałego 58 waga stanęła na 64 i nie chciała ruszyć w dół, pomimo moich starań. Nie było źle, nadal czułam się dobrze pomimo fizycznych dolegliwości. W pierwszej ciąży przytyłam 11 kilo i w pół roku po porodzie wróciłam do sylwetki sprzed ciąży. Było pięknie, bo ciało się nie zmieniło, nie było rozstępów i wszystko pozostało na swoim miejscu. Myślałam, że druga ciąża też nie będzie taka zła. Maksia urodziłam jak miałam 32 lata. W ciąży przytyłam ponad 20 kilo, a brzuch wyglądał jak wielka piłka lekarska. Długo cieszyłam się z braku rozstępów, które pojawiły się na tydzień przed porodem i tym razem los mnie nie oszczędził. Po porodzie pozostało kilkanaście kilo do zrzucenia. W gazetach pełno było młodych mam, miesiąc po porodzie z pięknymi fryzurami, płaskimi brzuchami i promiennym uśmiechem. Po głowie kołowało mi się pytanie: co ze mną jest nie tak, skoro, ja chodzę rozczochrana, z nadwagą i myślami odbiegającymi od przyjemnych. Wstydziłam się tego. Wstydziłam się, że nie radzę sobie z sobą. Mimo to dzięki karmieniu piersią i braku czasu na jedzenie schudłam ponad 20 kg, waga znów stanęła na 65 kilo i nie chciała drgnąć. Marzyłam o zdrowej sylwetce i o ładnym brzuchu. Marzyłam o wyrwaniu się z impasu i przekuciu planów w konkretne działanie.

 

 

Wtedy wpadła mi do rąk ulotka Studio Figura. Wiedziałam, że nie uda mi się samej zmobilizować. Moja waga raz podnosiła się o 2 kilo do przodu, to do tyłu. Nadal byłam opuchnięta i przygnębiona, swoim brakiem działania. Dlatego zgłosiłam się do Studia i poprosiłam o pomoc Joasię – właścicielkę Studia Figura Słoneczne Wzgórze. Po szczegółowym wywiadzie, w którym sumiennie podałam wszystkie dolegliwości i grzeszki dietetyczne ustaliłyśmy cel. Cel, który do tej pory był dla mnie nie do zdobycia: 4 kilogramy w dół i ujędrnienie skóry.

 

Plan był następujący: dostałam dietę bez węglowodanów i miałam chodzić 2 razy w tygodniu do Studia na ćwiczenia na takich maszynach jak: Swan Shaper, Vacu Shaper i Roll Shaper/Limfodrenaż. Teraz wystarczyło się tylko trzymać zaleceń.

 

 

Po przejrzeniu diety, stwierdziłam, że chyba nie dam rady. Lato się kończy, jest tyle cudownych smakołyków na straganach, więc jak mam się trzymać ścisłych wytycznych, jak jeść 5 razy dziennie, skoro teraz jem nie regularnie, raz mniej, raz więcej. Śniadania małe, obfite kolacje. I tak przebimbałam pierwsze 2 tygodnie, przypierając półtorej kilo. Joasia od razu zobaczyła, że nie trzymam się diety i lekko mówiąc postawiła mnie do pionu. Na drugi dzień, wzięłam wytyczne do ręki i do tej pory się ich trzymam. Teraz po dwóch miesiącach już sama eksperymentuje, wiem, co mi służy, na co mogę sobie pozwolić, a co lepiej odpuścić. I waga ruszyła z miejsca, co mnie mocno zaskoczyło. Myślałam, że to nigdy nie nastąpi. Po pierwszych dwóch tygodniach 2 kilo spadło bez problemu, tak jak i centymetry w obwodach.

 

 

A jak z ćwiczeniami? Niby lubiłam ćwiczyć, ale na myśl o fitnessie nie chciało mi się wychodzić z domu. Tym razem myślenie zmieniło mi się o 180 stopni.  Pamiętam moje pierwsze spotkanie ze Swan Shaper, myślałam, że wypluje sobie płuca, że przerwę ćwiczenie po 10 minutach. Dziś to moje ulubione 30 minut w Studiu, bo pokazuje mi, jak dobrze jest pokonywać w sobie wewnętrznego lenia. Wystarczy chcieć. Fajnie ogląda mi się tą przemianę, z każdym tygodniem mogę pozwolić sobie na coraz trudniejsze programy. Za to już bez wysiłku i z przyjemnością korzystam z Roll Shaper i Limfodrenażu. Ja odpoczywam, maszyny za mnie ćwiczą. Co wtedy robię? Uaktualniam statusy na social media lub czytam!  Uwielbiam też korzystać z Vacu Shaper, który nazwałam - pogromcą kalorii. 30 minut i 360 kalorii znika!

 

 

 

Efekty mojej dwumiesięcznej przygody są następujące – prawie 5 kg w dół i 22 cm w dół w obwodach! Dałam radę. Co pomogło? Dieta, ćwiczenia i ogromne wsparcie ze strony pracowniczek Studia Figura. Joasia i dziewczyny niesamowicie mnie wspierały i odpowiadały na każde, nawet głupie pytanie! Dzięki ich podpowiedzom skorzystałam także z zabiegu kriolipolizy. I widzę, że skuszę się na więcej, bo możliwości zadbania o siebie są w Studiu naprawdę duże.

 

Zrobiłam mini podsumowanie co zyskałam dzięki Studiu Figura:

 

- 5 kilogramów w dół i 22 cm w obwodach!

 

- Niesamowite poczucie własnej sprawczości. Jeżeli dałam radę dzięki konsekwencji i pracy schudnąć, to dam radę z innymi planami. Bo mogę! Bo potrafię!

 

- Poprawiające humor treningi! Wyrzucam na nich wszystkie smutki, złości i żale! Półtorej godziny w Studiui jestem lekka jak piórko! Przynajmniej moja głowa!Już teraz wiem, że to niezrzucone kilogramy i cm są najważniejsze, tylko zlikwidowane złe nawyki!

 

- Fajne znajomości! W Studiu poznajemy inne kobietki, które tak jak My chcą walczyć o siebie. Wspieramy się, motywujemy, śmiejemy ze słabości do czekolady, czy z ciężkiego treningu na Swan Shaper!

 

- Czas dla siebie! Ja matka dwójki dzieci, mam wreszcie czas tylko dla siebie. Ten powód wgrywa wszystkie!

 

 

Czy przekonałam Cię do walki z samą sobą?

 

 

Wpis powstał we współpracy ze Studiem Figura Słoneczne Wzgórze! Zapraszam Was serdecznie na konkurs :

 

 



1 komentarz Odpowiedz
2017-10-31 11:49:06 - Odpowiedz
Fantastyczny tekst.
Czytałam jakby swoje wyznanie... Komentuje dopiero dziś bo wczoraj z telefonu nie dałam rady a laptopa odpaliłam jak młody usnął, a i właśnie jem coś na zasadzie śniadania-obiadu bo jak wstanie i jak starszy przyjdzie z przedszkola nie mam już jak w spokoju zjeść, zjem jak zasną...i sie odkłada na oponki, brakuje mi samozaparcia i czasu chyba. Chyba brakuje mi czasu by poćwiczyć, bo przecież gdybym się zmobilizowała to i mąż zostałby z potworkami a ja mogłabym poćwiczyć, no i za porządne żywienie też mogłabym się wziąć. Potrzebuje kopa ewidentnie.


Żaneta - koneserka codzienności. Kolekcjonuje wszystko co piękne i warte zapamiętania. Pasjonuję się modą, fotografią, namiętnie oglądam ambitne seriale i filmy. Każdego dnia celebruje życie i szukam nowych możliwości wyrażania siebie. Jestem ciągle zakochaną żoną i mamą dwójki wspaniałych dzieci : Weroniki i Maksymiliana. Jestem redaktorem naczelnym portalu Rie World.


 


Blog na Facebooku



Pinterest



Najnowsze posty


Reklama

Archiwum
Strony

Instagram

 

Follow on Bloglovin

 

Tagi
Tekst

 

 

 

follow me




 

 

 




 



Znajdź mnie na Instagram - @kolekcjonerka
X
X