Jak weekendowy pobyt w szpitalu nauczył mnie systematyczności i dbania o siebie?

Kolekcjonerka 2018-07-15
Udostępnij:

 

Nic tak nie ustawia człowieka do pionu jak wizyta w szpitalu. I nie ważne czy jesteś pacjentem, odwiedzającym, czy rodzicem chorego dziecka jak w moim przypadku. Wystarczy jedna wizyta by się czegoś nauczyć. W moim przypadku było to pragnienie systematyczności i dbania o siebie.  I tego jak w moim życiu mało wdzięczności o której ciągle pisze.

 

Piątek. Przygotowania do weekendu, który miałam spędzić sama z dziećmi. Zaplanowałam szereg atrakcji dla maluchów, a dla siebie sesję zdjęciową wykonywaną na zlecenie i pisanie postów, bo jestem daleko w tyle. Lista weekendowa miała z 20 punktów. Tydzień był dość aktywny, bo wakacje, dzieci nie chcą siedzieć w domu, więc weekend zapowiadany na deszczowy z przyjemnością, chciałam spędzić w domu. Piątek wieczór, córka zaczęła się skarżyć na dotkliwy ból, a dalej to już się pewnie domyślacie. Izba przyjęć, zostanie w szpitalu i badania, szybkie organizowanie opieki weekendowej dla synka i osławione już u nas w kraju spanie na stołku obok łóżka dziecka. Ogólnie pisząc, chaos, strach o dziecko, potworne zmęczenie. Normalne życie! Gdy pierwszy strach minął i już wiedziałam, że z córeczką w porządku zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem w tyle ze swoim planem działań. I jakbym systematycznie pracowała, krok po kroku, to być może nie musiałabym upychać wszystko na jeden weekend. Gdybym postawiła sobie za priorytet swoje sprawy, nie siedziałabym teraz z ręką w nocniku.  Przypomniała mi się Ola Budzyńska i moje marzenie, żeby zostać Panią swojego czasu. A niestety tak bardzo mi do tego daleko. Potrafię zorganizować zabawy dzieciakom, wyjazdy, umawiam z lekarzami, sprzątam, gotuje a swoje sprawy upycham na później. Mimo co tygodniowej listy zadań, moje zawsze lądują w okolicy weekendu.

 

Przyszła mi wtedy do głowy taka myśl, być może krytyczna, a może wyzwalająca. Jestem leniem! Nie dbam o siebie! Wolę się zająć innymi niż sobą! Dzieciaki, rodzina to sens mojego życia! Tak zawsze myślałam! I to jest dobre, o ile zdrowo do tego podchodzimy! Bo w żadnej miłości nie wolno się całkowicie zatracić, nikomu nie oddawać się w pełni, nie poświęcać do ostatniej kropli krwi! Mieć swoją przestrzeń!

 

We wszystkim należy zachować umiar, równowagę potrzebną do normalnej, zdrowej egzystencji. Bo jak oddasz wszystko, poświęcisz siebie, co zostanie? Zaborczość i wypalenie! Zgliszcza po dawnej sobie! Wtedy trzeba budować na nowo swój świat! Znają to szczególnie osoby, które kochały za bardzo i wszystko straciły! Warto tak jak dzieci, być ufnym i ciekawym świata ale walczyć o swoje! Walczyć o siebie! Czy zauważyłeś, żeby dzieciaki odkładały swoje sprawy na bok i zajmowały się czymś, byle nie zajmować się sobą?

Także korzystając z uprzejmości dziadków, przyjechałam do domu, doprowadziłam się do ładu, zdrzemnęłam godzinkę i napisałam tego posta! Panią swojego czasu chce zostać dziś, nie będę odkładać tego do poniedziałku!!!

 

 

 

Stylizacja: 

Kurtka: Miss Denim

Spodnie: New Look

Buty: L 37

 

Fotografie: Ada Masłowska

 

 



Odpowiedz


Żaneta Lurzyńska - koneserka codzienności. Na blogu i w życiu kolekcjonuję wszystko co piękne i warte zapamiętania. Pasjonuję się modą, fotografią, namiętnie oglądam ambitne seriale i filmy. Każdego dnia celebruje życie i szukam nowych możliwości wyrażania siebie. Jestem ciągle zakochaną żoną i mamą dwójki wspaniałych dzieci: Weroniki i Maksymiliana. Kolekcjonerka to pochwała rodzinnego życia, bez rezygnowania z siebie i ze swoich marzeń.


 

Zapisz się do newslettera Kolekcjonerki! Czekają na Ciebie darmowe grafiki, przepisy, DIY i inspirujące artykuły.

* pola wymagane

Blog na Facebooku



Pinterest



Najnowsze posty


Reklama
przepisy kulinarne
Archiwum
Strony

Instagram

 

Follow on Bloglovin

 

 

przepisy kulinarne

 

Przepisy kulinarne

Tagi
Tekst

 

 

 

follow me




 

 

 




 



Znajdź mnie na Instagram - @kolekcjonerka
X
X